25 grudnia 2013

Rozdział drugi


Spotkałam Colina pod jego szafką, gdy wkładał do niej kurtkę.
- Część. – powiedziałam opierając się plecami o rząd szafek stojących obok.
Chłopak odwrócił się w moją stronę i mruknął.
- Cześć.
- Przepraszam, że tak wczoraj zareagowałam… - zaczęłam poprawiając książki, które trzymałam w rękach.
- Nie, to ja przepraszam. – powiedział Colin zamykając swoją szafkę. – Nie powinienem się tak unosić, w ogóle nie powinienem tak na ciebie naciskać na to…
Westchnęłam i przerwałam mu mówiąc.
- No nie, nie powinieneś.
- Ale zrozum Kaya, ja jestem facetem i mam swoje potrzeby…
No nie wierzę, że to mówi! Gdyby to był film, to jego kwestia w tej chwili brzmiałaby tak:
- Wiem, że jesteś dziewczyną i jesteś inaczej ustosunkowana do tych spraw, dlatego zaczekam, aż mi powiesz, że jesteś gotowa.
Ale niestety to nie jest film i Colin kolejny raz pokazał swoją prawdziwą twarz.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć, żeby znowu się z nim nie pokłócić, więc postanowiłam grać tą melodię, którą on gra.
- Wiem kochanie i obiecuję, że już nie długo.
Zaraz, zaraz… Z tym obiecywaniem trochę przesadziłam, bo doskonale wiem, że nie dopuszczę tego chłopaka do swoich majtek choćby na sekundę. Ale słowo się rzekło, trudno. Będę musiała coś wymyślić, ale to później. Teraz przynajmniej na kilka dni będę miała spokój.
- Cieszę się. – odpowiedział, a jego twarz rozpogodniała. Nachylił się nade mną i pocałował mnie w usta, po czym złapał za rękę i poszliśmy w kierunku klasy. Poprawiłam książki, które ponownie zsunęły mi się z rąk myśląc.
„Colin idzie obok mnie i ma tylko plecak na plecach. Ja idę obładowana naszymi książkami, bo on nosi tylko zeszyty i korzysta z moich podręczników, a nawet mi nie pomoże ich nosić.”
I w tym momencie rozbrzmiał głos chłopaka.
- Pomógłbym Ci z tymi książkami, ale ręka mnie boli bo na wczorajszym treningu oberwałem w nią piłką.
„ Oj, biedaczek…” pomyślałam. To takie w jego stylu. On tylko myśli co powinien zrobić, ale nigdy nie wdraża swoich planów w życie. A przecież facet powinien być facetem!
Weszliśmy do sali historycznej i usiedliśmy w ławce na końcu klasy.
- Pochowajcie wszystko, zostają tylko długopisy na stole. – usłyszeliśmy głos pani Shmitt.
- Nic nie umiem… - usłyszałam marudzenie Colina.
- Boże… człowieku, przecież wczoraj wszystko przerobiliśmy. – powiedziałam poirytowanym głosem.
- No tak, ale ta historia w ogóle mi nie wchodzi do głowy. – mruknął.
Nauczycielka podałam nam arkusze z testem i od razu zaczęłam odpowiadać na pytania. Gdy byłam w połowie zadań, poczułam jak Colin szturcha moją nogę.
Popatrzyłam na niego ze zdenerwowaniem, że mi przeszkadza i zauważyłam, że wskazuje na swoją pustą kartkę.
- Poczekaj, najpierw swoje napiszę. – szepnęłam.
No jakie to normalne u niego, że nawet głupi sprawdzian muszę za niego pisać… Ten chłopak w ogóle sobie w życiu nie poradzi z takim nastawieniem.
Szybko odpowiedziałam na resztę pytań i spojrzałam ukradkiem na panią Shmitt. Siedziała przy biurku sprawdzając sprawdziany innej klasy, w ogóle nie zwracając na nas uwagi. Sięgnęłam szybko po kartkę Colina i posłałam mu na ławce swoją kartkę. Napisałam ołówkiem połowę odpowiedzi i ponownie zamieniłam karki. Po kilku minutach poczułam jak chłopak drugi raz szturcha moją nogę. Zwróciłam głowę w jego stronę i zobaczyłam, że wskazuje ręką na nieuzupełnione pytania.
- Więcej nie pamiętam. – skłamałam.
Oczywiście, że mogłam mu ten test napisać na piątkę, ale po co? Nie chce mi się. Nie mam ochoty mu pomagać. Tak na dobrą sprawę to nawet go nie lubię. A poza tym sam mógł się przygotować, a nie zawsze żeruje na mojej dobroci i łatwości zapamiętywania informacji.
Oj nie kochany… Nie będę już taka dobra dla Ciebie…
Po dzwonku zebraliśmy swoje rzeczy i wyszliśmy z klasy.
- Dziękuję, że mi pomogłaś. – usłyszałam głos chłopaka.
 – Nie ma za co. - powiedziałam, po czym dodałam. – Ale mógłbyś się sam wziąć za naukę, bo matury za Ciebie nie zdam.
- Ale matury nie będę pisał z historii… - powiedział idąc obok mnie.
- Ale ty do polskiego i matematyki też się nie przykładasz.
- Bo to jest bez sensu… Cała ta szkoła… Skończę osiemnaście lat i się wypisuję.
- Pogięło Cię? – zapytałam podnosząc brwi ze zdziwienia.
- Nie no, serio mówię. Nie potrzebne mi to.
- Ale bez matury nie znajdziesz pracy. – zaczęłam mu tłumaczyć. – Zniszczysz sobie życie tą decyzją.
- Na pewno coś znajdę…
- Hej! I jak wam poszło? – usłyszeliśmy głos mojej przyjaciółki Noemi, która właśnie nas dogoniła.
- Dobrze. – powiedziałam uśmiechając się do niej.
- No ja nie napisałam ostatniego… Ale czwórka na pewno będzie. – powiedziała zadowolona, po czym dodała. – Idziemy dziś na kręgle, idziecie z nami?
- Pewnie. – odpowiedziałam od razu. – A kto jeszcze idzie?
- Matt, Lucas i Amy.
- Dobra, a o której? – zapytałam przyjaciółki.
- Nie wiem… o 17 na kręgielni, może być? – zaproponowała.
- Pewnie. – ucieszyłam się na ta propozycję, bo nie będę zmuszona siedzieć sam na sam z Colinem w moim mieszkaniu.
Gdy weszliśmy do klasy matematycznej Colin nachylił się nade mną i szepnął.
- Kaya, ja nie mam kasy na te kręgle. Nie lepiej, żebyśmy posiedzieli u mnie? – zaproponował.
Wiedziałam, że to się tak skończy. On nigdy nie miał kasy, ale ja nie chcę siedzieć u niego. Mam już dość omijania wszelkich rozrywek tylko dlatego, że mój chłopak nie miał na nic pieniędzy.
- Spoko, nie martw się. Ja stawiam. – powiedziałam i zaczęłam szybko liczyć w głowie czy wystarczy mi pieniędzy. Ale jestem osobą oszczędną i na szczęście stać mnie na wypady na kręgle.
- Ale głupio mi, że cały czas płacisz za mnie. – dodał.
„Oj, uwierz, mi też jest głupio.” Pomyślałam. „ Colin nic nie może mi zaproponować. Nigdy nigdzie mnie nie zabiera, bo nie ma pieniędzy. A co ja mam z tego związku? Tylko i wyłącznie satysfakcję, że nie jestem sama, mam ustawione na facebook’u ‘w związku’ i to, że mój chłopak jest przystojny i wszyscy mi go zazdroszczą. Ale nikt nie zdaje sobie sprawy, jakim tak naprawdę jest idiotą i jak ciężkie jest życie z nim.”
- Dobra Colin, po prostu przyjdź po mnie o 16.40, ale się nie spóźnij. – upomniałam go.
- Nie ma sprawy. – mruknął uśmiechając się.
- Ale błagam Cię, nie spóźnij się, bo jak Cię nie będzie o 16.40 to sama tam pójdę. – powiedziałam, ale nie wiedziałam, czy chłopak wziął moje słowa na poważnie.
- Przecież ostatnio się nie spóźniłem. – mruknął wzdychając.
- Colin, na dwadzieścia spotkań, ty nie spóźniasz się raz! Wiesz jak nienawidzę jak ktoś się spóźnia, po prostu tego nie rób. – szepnęłam poirytowana i odwróciłam się w stronę tablicy, bo zauważyłam, że nauczyciel wszedł do klasy.
- Dobra, dobra… - usłyszałam znudzone słowa Colina.


Wyłączyłam komputer, przeczesałam jeszcze raz włosy, poprawiłam makijaż i zerknęłam na zegarek: 16.45. Tak jak myślałam, Colina jak nie było tak nie ma. Pieprzyć go, idę sama.
W ogóle nie miałam ochoty na ten wypad na kręgle z Colinem. Gdyby nie to, że Noemi zaproponowała to przy nim, nigdy bym mu nie powiedziała, że idę do kręgielni. Ale stało się i teraz będę musiała znosić towarzystwo chłopaka przez kilka godzin.
Ubrałam kurtkę i wyszłam na klatkę schodową. Poczekałam na windę, nacisnęłam guzik parteru i zjechałam na dół. Wyszłam na chłodne powietrze i postanowiłam przejść na nogach do centrum. Miałam niedaleko, a mały spacerek przyda się mojej figurze. Gdy już wchodziłam do centrum handlowego, gdzie mieściła się kręgielnia, dostałam sms’a od Colina.
„Gdzie jesteś? Przyszedłem po Ciebie, ale nikt nie odpowiada.”
„Mówiłam, że nie będę czekać.” Odpisałam i spojrzałam na zegarek. 17.07 no ładnie… pół godziny się spóźnił. To i tak mało jak na niego.
„To zaraz będę na kręgielni.” Dostałam odpowiedź.
Zaraz… Pewnie za jakąś godzinę. I dobrze. Nie mam ochoty na jego towarzystwo.
- Kaya! – usłyszałam głos za sobą.
Noemi i reszta biegli w moją stronę.
- Siema! – powiedziałam i razem weszliśmy do holu centrum handlowego.
- Gdzie masz Colina? – zapytał zaciekawiony Matt.
- Spóźniał się, więc wyszłam bez niego.
- Ale strasznie go traktujesz… - powiedziała Noemi podchodząc bliżej mnie.
- Nie mam pojęcia jak ten chłopak z Tobą wytrzymuje. – dopowiedziała Amy.
- Ja też nie wiem. – zaśmiałam się.
Złożyliśmy się na półtorej godziny wypożyczenia toru, założyliśmy buty i zaczęliśmy grę. Oczywiście jak to ja od początku przegrywałam, ale nie przejmowałam się tym i śmiałam się ze swoich „idealnych” rzutów razem z innymi. Podczas nieobecności Colina czułam, że mogę się naprawdę wyluzować. Mówiłam głupie żarty, wygłupiałam się i dogadywałam chłopakom. Ale z chwilą gdy Colin się pojawił, atmosfera zgęstniała. Siedział cały czas naburmuszony i nie dawał mi nigdzie odejść, jak tylko, żeby wykonać swój rzut.
Wkurzała mnie ta sytuacja, ale nic z nią nie robiłam. Jak zwykle.
Po skończonej rozgrywce zbieraliśmy się do domu, a Colin zaproponował, żebym przyszła do niego.
Znowu jakimś, nie wiadomo jakim cudem, udało mi się tego uniknąć, mówiąc, że już jest późno, że nie chcę przeszkadzać jego rodzicom i takie tam. Łyknął to i poszedł w swoją stronę nie zastanawiając się nawet czy mnie odprowadzić. Cały Colin, dżentelmen.
- Kaya, idziesz? – usłyszałam głos Noemi poganiający mnie.
- Tak, tak. – mruknęłam i podeszłam do dziewczyny. Mieszkała niedaleko mnie, więc razem postanowiłyśmy wrócić, ale tym razem autobusem.
- O co chodzi z Tobą i z Colinem? – zapytała, podczas jazdy. – Przecież byliście tak zakochani…
- On był i nadal jest. Już Ci mówiłam, że ja nic do niego nie czuję. – sprostowałam.
- Jak to nie? – przyjaciółka wydawała się zdziwiona. – Ty jesteś głupia! Masz takiego chłopaka i próbujesz mi wmówić, że nic do niego nie czujesz?
No tak. Colin był wysoki, umięśniony, bo trenował koszykówkę, miał blond włosy, niebieskie oczy… Wszystko czego pragną dziewczyny. Szkoda, że nie miał rozumu i ani za grosz wyczucia. Ale o tym inni nie wiedzieli. Trzeba było spędzić z nim tyle czasu ile ja z nim spędziłam, żeby się o tym przekonać.
- Ale ty chyba nie masz zamiaru z nim zerwać? – dodała Noemi z przestrachem.
„A właściwie czemu nie?” Pomyślałam, ale odpowiedziałam coś całkowicie innego.
- Nie no, co ty. – uśmiechnęłam się do niej i wpatrzyłam w okno.

Gdy weszłam do domu, poczułam się strasznie zmęczona. Nie miałam żadnego zadania na jutro, więc postanowiłam się przebrać, wziąć prysznic i położyć się spać.
Ściągnęłam sweter, który rzuciłam na łóżko i już miałam ściągać bluzkę gdy nagle coś przeszło mi przez myśl.
„ A jeśli on znowu mnie obserwuje?”
Światło w pokoju było zapalone i jak codziennie, rolety odsłonięte. Zerknęłam w okno i zauważyłam stojącą postać w bloku naprzeciwko. Ponownie był wpatrzony we mnie i nawet tego nie ukrywał.
Opuściłam bluzkę, którą miałam już podwiniętą do połowy brzucha i podeszłam w kierunku okna.
Tym razem chłopak ubrany był w szary t-shirt. Stał w swoim mieszkaniu i patrzył, a pode mną nogi się ugięły. To w jaki sposób patrzył powodowało, że w moim brzuchu coś się niespokojnie poruszało.
Nie wiedziałam dlaczego podoba mi się to, że ktoś mnie obserwuje, perfidnie patrzy się w moje okno i widzi każdy mój ruch. Uśmiecha się do mnie, a ja odpowiadam uśmiechem, chociaż nie znam tego człowieka.
Od kiedy tu mieszka?
Pewnie niedługo, ponieważ nigdy w życiu nie widziałam go na osiedlu, a takiego chłopaka nie da się przeoczyć.
Przyjrzałam mu się dokładniej i doszłam do wniosku, że jest naprawdę przystojny. Burza loków, która nieposkromienie szalała na jego głowie była niezaprzeczalnym atutem.
Coś mnie ciągnęło do tego chłopaka. Nagle zapragnęłam go poznać, dowiedzieć się jak ma na imię, od kiedy tu mieszka i dlaczego już drugi wieczór wpatruje się w moje okno.
Powoli zaciągnęłam roletę i zasłonę i zostałam zupełnie sama, bez przeszywającego wzroku przystojnego chłopaka z naprzeciwka.
W mojej głowie pojawiła się nowa myśl:
„On wie, że ja lubię jak mnie obserwuje.”



16 komentarzy:

  1. Świetny rozdział. Nie mogę się doczekać, kiedy Harry będzie pojawiał się częściej. :) Wspaniale piszesz, ale nie pierwszy raz Ci to już mówię <3 //@NoughtyButNice3

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm przeczytałam 2 rozdziały i cóż... nie ciekawi mnie to

    OdpowiedzUsuń
  3. Natrafiłam na link do tego bloga na TT, ale nie podoba mi się jeden fakt, że to Harry jest tutaj głównym bohaterem, nie będę czytać następne rozdziały

    OdpowiedzUsuń
  4. Noo i wielka podnieta seriooo. To nie jest fajne, serio nie podoba mi się, cóż nie zarzucę nie ma żadnej literówki, żadnego błędu, ale jest to nieciekawe

    OdpowiedzUsuń
  5. nudne ... wolałam twoje pierwsze opowiadanie o Justinie, to mnie nie zaciekawia i nie zostanę tu dłużej.

    OdpowiedzUsuń
  6. To ff jest bezsensu, proszę przestań je pisać i wróć do poprzedniego o Justinie

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie jest to fajne, nie będę czytać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział. Zaczełam czytać dzisiaj i już mnie zaciekawiło. Nie mogę się doczekać następnych rozdziałów. Od dzisiaj na 100% będę czytała.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ludzie na TT polecają tego bloga, a ja naprawdę nie wiem dlaczego, zgodzę się, że jest wszystko precyzyjnie napisane, bezbłędnie, ale brakuje tutaj "tego czegoś" . to opowiadanie jest puste, jakbyś pisała je bez uczuć, twoje poprzednie FF było prawdziwe, były w nim emocje, których tutaj brak.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepraszam, ale nie będę czytać. Nie podoba mi się

    OdpowiedzUsuń
  11. Zawiodłam się na Tobie...

    OdpowiedzUsuń
  12. Przeczytałam całość i nie jestem zachwycona, z przyzwyczajenia wiedziałam, że piszesz perfekcyjnie i zawsze mnie twoje ff o Justinie ciekawiło, nie jestem ani fanką JB, ani 1D, ale z czystym sercem mogę powiedzieć, ze poprzednie ff było lepsze i zostanę przy nim.+ mam obawy, że RBTYA przestanie byc dla ciebie ważny

    OdpowiedzUsuń
  13. To jest naprawdę ciekawe i boli mnie to co ludzie tutaj piszą, i mam wrażenie, że te komentarze anonimowe pisze jedna i ta sama osoba, mam wrażenie, że ktoś robi to celowo, po prostu ktoś bardzo chce abyś usunęła tego bloga i wróciła do starego.Zastanów się poważnie zanim podejmiesz jakąś decyzję, bo to co piszesz jest naprawdę dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę fakt, że są dodawane co 2/3 minuty nie mogę się nie zgodzić -,-'

      Usuń
  14. No no akcja sie rozwija :) jebany Collin niech ona z nim zerwie xd/@believeyoucanx3

    OdpowiedzUsuń
  15. To opowiadanie jest mega zajebiste nie rezygnuj z niego. Nie przejmuj się hejtami :)

    OdpowiedzUsuń